previous arrow
next arrow
Slider
Anielski dotyk

Najpierw pomogłam Sobie uzdrowić Siebie

po to, aby teraz pomóc Tobie w Twoim uzdrowieniu.

                                                                      Emanuela Luc

 

   O MNI   

                  

 

 

                                                                                   

      

Na początku chcę abyś wiedział,  że nie jestem

ani kimś lepszym, ani kimś gorszym, od Ciebie.

Nawet jeśli masz wyższe wykształcenie,

czy większe doświadczenie od mojego …

nawet jeśli ja wiem od Ciebie więcej … 

dalej pozostaję istotą równą Tobie.

Tak myślę sama o sobie, jak  również

o każdym napotkanym  na mojej drodze człowieku.

Z przestrzeni serca, w wielkim świecie dusz,

nie ma hierarchii, podziałów jest inność,

indywidualność, ale ta czysta bez porównywania.

                

I oto ogromna, kurczę się przed oknem,

    czołem roztapiam szybę cienką

   I nie wiem, którą siebie kocham bardziej,

             Tę wielką, czy tę maleńką …

                                                                          Emanuela Luc 

 

Opowiem Ci moją drogę, którą przebyłam,

a być może zechcesz skorzystać z moich doświadczeń….

Być może odnajdziesz w mojej opowieści fragment

swojej historii, a może we mnie – cząstkę siebie.

Może znajdziesz coś, co zainspiruje także Ciebie 

do bardziej świadomego życia…

 

Odkąd tylko sięgam pamięcią zawsze interesowało

mnie to co duchowe, pozazmysłowe, pociągały mnie

tematy osnute nicią tajemniczości, czy mistycyzmu.

Od najmłodszych lat czułam gdzieś wewnętrznie,

że świat nie składa się tylko z materii i tego co można

zobaczyć i dotknąć. Pamiętam, że lubiłam, najpierw

jako dziecko przysłuchiwać się, a potem w miarę

wzrastania czynnie uczestniczyć, w dysputach

o sprawach trudnych do wytłumaczenia, tych

nielogicznych i nieodgadnionych.

Stając się coraz bardziej ciekawa życia i istnienia duszy,

zaczęłam fascynować się tematami ,,życia po życiu”,

,,tamtego świata”, aspektami związanymi z tym

wszystkim co dzieje się z człowiekiem po śmierci.

Jak pamiętam nigdy się jej nie bałam, i nie wzbudzała

ona żadnych nieprzyjemnych, emocji we mnie, co też

dla mnie wydawało się nieco dziwne, a dla innych,

wręcz nienormalne. Kiedy wkroczyłam w okres

nastolatki i moje zainteresowanie duchowym

aspektem istnienia człowieka przybierało na sile,

kiedy jedne pytania rodziły następne nie dając

spokoju, byłam już mocno związana z życiem

w dogmatach kościoła katolickiego.

   Wierzyłam coraz bardziej w to, że odpowiedzi

zaspokajające ciekawość ,,nieba” i tego jak tam jest,

drzemią w religii, w której duchu od najmłodszych

lat byłam wychowywana. Moja coraz bardziej

świadomie pogłębiana poprzez praktykowanie,

religijność chociaż w niewielkim stopniu rekompensowała

dziwną tęsknotę za czymś co znałam, a czego mi

tak bardzo brakowało, może w pewnym stopniu

zaspokajała pragnienie powrotu do tego.

Później jednak z biegiem lat, w miarę poznawania

świata, zaczęłam zauważać, że coraz częściej

towarzyszy mi wrażenie, że jestem jakaś inna,

niepasująca do rzeczywistości, w której się znalazłam.

Czułam się jak przybysz z innej planety, któremu

trudno jest się przystosować do praw i reguł ogólnie

panujących i rządzących tym światem, zwanych

po prostu normami. W końcu, w obliczu takiego

poczucia, zaczęłam się niepokoić, że coś ze mną

nie tak, skoro zdecydowana większość, potrafi się tu

odnaleźć, funkcjonować a nawet ,,dobrze” żyć.

Wówczas  to postanowiłam, ignorować powracające

niczym bumerang, ,,o co tu chodzi?” i uznać za nieważne.

Odradzające się, wciąż nie dające upragnionego

spokoju, pytania o sens i cel istnienia zagłuszałam

jak tylko potrafiłam. Wtedy to, chcąc uniknąć

wyśmiania i wyobcowania, ukryłam swoje zainteresowania,

gdzieś głęboko w sobie i wyrzekając się ,,inności”,

próbowałam przystosować się do potocznie nazywanego

,,normalnego” funkcjonowania w świecie.

Podporządkowując się ogólnie panującym regułom

życia i tłamsząc prawdziwą siebie, rezygnowałam

coraz bardziej z własnej osobowości. Niepewność, brak

poczucia bezpieczeństwa i zagrożenie odrzucenia,

którego smak zdążyłam dobrze poznać, nie pozwalały

mi na swobodne i spontaniczne przejawianie się,

na realizowanie własnych zamierzeń i  podążanie

drogą zgodną z moimi zainteresowaniami.

Tylko ja sama byłam w stanie wiedzieć jak bardzo

się wówczas męczyłam. Nie umiejąc poradzić sobie

ze sobą samą, żyjąc w ciągłym rozdarciu, które było

jedną, wielką udręką, nabawiłam się silnej nerwicy.

Ogromna tęsknota za miłością, której jak się później

okazało, nikt nie był w stanie mi dać i chęć posiadania

rodziny skłoniły mnie do przyjęcia tego co mogłam

mieć, nie dążąc już do tego, czego tak naprawdę

pragnęłam. I tak, aby zagłuszyć samą siebie, najpierw

rzuciłam się w wir pracy zawodowej, a później

zakładając rodzinę poddałam się obowiązkom żony

i matki. I choć pozornie, na zewnątrz wydawało się,

że wszystko jest w porządku, że niczego mi nie brakuje,

a nawet, że mam wszystko co chciałam, to jednak

w środku mnie panował dziwny niepokój i niedosyt

tego co przeżywam. Ciągle żyjące gdzieś, głęboko

we mnie poczucie, że nie o takie życie mi chodzi,

że nie po to tu jestem, nie dawało spokoju i ukojenia.

Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego, ani praca,

w moim wyuczonym zawodzie, którą bardzo lubiłam,

ani rodzina, wraz z dziećmi, które zdawało mi się

zawsze pragnęłam mieć, nie dawały mi oczekiwanej

satysfakcji. Tęskniąc wciąż za inną rzeczywistością

i odczuwając coraz to głębszą wewnętrzną pustkę,

czułam, że moje życie coraz bardziej zdawało się

nie mieć sensu. I tak z biegiem czasu stawiając czoła

wymaganiom  innych, realizując zawsze czyjeś,

a nie swoje oczekiwania, spełniając cudze marzenia,

coraz mocniej zapominałam o sobie samej.

Przytłaczająca codzienność, kiedy zwykłe obowiązki

denerwowały i męczyły, a dziwne poczucie samotności,

(choć nigdy nie mogłam narzekać na brak ludzi

wokół siebie) to wszystko sprawiało, iż życie moje

stawało się coraz bardziej dokuczliwe. Duże poczucie

niespełnienia blokowało możliwość stworzenia udanego

związku i doświadczania, duchowej prawdziwej miłości,

o której wciąż marzyłam. Brak poczucia niezależności,

pewności siebie i bardzo niska wówczas samoocena

skutecznie trzymały mnie w pozornie tylko szczęśliwej

rodzinie, nie pozwalając wyrwać się z mentalnie

ograniczonego środowiska. Po latach, takiej bolesnej,

bezwartościowej egzystencji stałam się skrytą, zagubioną

kobietą, bardziej przypominającą ptaka z podciętymi

skrzydłami, aniżeli spełnioną opiekunkę domowego ogniska.

Nie rozumiałam ani siebie, ani ludzi, ani świata, a już

na pewno swojej w nim roli. Przywiązanie do bólu

i cierpienia, jak również przekonanie, że tak musi być,

że przecież jestem silna i potrafię dużo znieść, że tak

naprawdę wszyscy cierpią, a inni mają jeszcze gorzej

podsycana zarzutami z zewnątrz ,, czego ty chcesz?”

nie dawały prawa do narzekania, czy skarżenia się

na swój los. Zrobiłam z siebie ofiarę na własne życzenie.

I choć były jeszcze momenty, że szukałam odpowiedzi,

wskazówek, znaków, czegokolwiek, co dałoby mi

odpowiedź dlaczego i po co takiego życia doświadczam,

coraz mniej miałam siły, aby dociekać o co w tym

wszystkim chodzi i do czego to zmierza. Aż w końcu,

takie bierne poddanie się rzeczywistości, coraz bardziej

pozbawiające mnie mocy życiowej, doprowadziło

do poważnej choroby, z którą sama nie potrafiłam

już sobie poradzić. Nękana atakami ogromnych

lęków i coraz częściej pojawiającymi się napadami

paniki, nie potrafiąc na tamten czas pomóc sobie

w inny sposób, poddałam się ,,opiece” medycyny

tradycyjnej. Czas biegł, a ja niezauważalnie coraz

bardziej, uzależniałam się od środków psychotropowych.

Na lekach, byłam kilka lat, z przerwami, kiedy to

były okresy, gdy całkiem dobrze funkcjonowałam,

dając sobie radę bez medykamentów. Wtedy też

uznawano że jestem wyleczona, szkoda, że zawsze

tylko do czasu ciężkiej sytuacji stresującej, trudnego

przeżycia, po którym objawy nerwicy lękowej wracały,

a wraz z nimi leczenie. Po wciąż nawracających

napadach strachu i paniki, stanach bezsenności

i umęczenia, będąc na kolejnej wizycie lekarskiej

usłyszałam coś, co zabrzmiało jak wyrok:

,,Niestety od leków się już pani nie uwolni,

trzeba będzie przy nich pozostać, na stałe”.

To był ten moment zwrotny w moim życiu, kiedy

tak bardzo nie mogłam i nie chciałam pogodzić się

z prawdą jaką usłyszałam. Wtedy to w akcie wielkiej

desperacji, postanowiłam postawić na modlitwę,

z którą czułam od zawsze bardzo silną więź.

Jakaś nieustająca wiara w jej moc sprawczą, która

chyba nigdy mnie nie zawiodła, dawała nadzieję,

że teraz też tak będzie. Pamiętam jak modliłam się

w zaciszu mojego domu (jednym z objawów moich

stanów, było to, że nie mogłam nie wiedząc wtedy

czemu chodzić do kościoła, do którego kiedyś

potrafiłam biegać nawet po 2 razy dziennie)

własnymi słowami, prosząc Boga o to, by zrobił

coś z moim życiem, by je zmienił na lepsze.

Były momenty, kiedy tylko to trzymało mnie

jeszcze przy życiu, dając głęboko ukrytą wiarę,

że tylko w tym jest siła, która może mnie wyzwolić.

Kiedy widząc, ledwo co dostrzegalne światełko

w tunelu, karmiąc się resztkami nadziei na

wyzdrowienie i powrót do prawdziwej normalności,

odrzucałam myśli o śmierci. I tym razem nie

zawiodłam się, a moc jej działania okazała się

niezwykle skuteczna. Wokół mnie zaczęli pojawiać się

ludzie, którzy potrafili najpierw mnie zrozumieć,

a potem zechcieli mi pomóc. Wbrew zasadom,według,

których żyłam do tej pory, sprzeciwiając się całej

rodzinie, ku zdumieniu najbliższych, wyrwałam się

z mojego chorego środowiska. Wtedy to pierwszy raz

od niepamiętnego czasu, pomyślałam o sobie samej,

zdecydowałam się wówczas ratować swój świat,

swoje życie i siebie samą. Szukając ratunku dla siebie,

z pomocą przyjaznych mi osób, trafiłam na medycynę

niekonwencjonalną, poddając się terapii metodą

Regresingu. Sumiennie i konsekwentnie współpracując

z moim terapeutą, poprzez sesje, afirmacje, dekrety

i modlitwy, korzystając z różnych narzędzi

wspomagających proces samouzdrawiania, powoli

zaczęły ustępować objawy nerwicowo-lękowe, a moje

samopoczucie poprawiało się z miesiąca na miesiąc.

Podczas procesu uzdrawiania siebie, kiedy zaczęłam

poznawać prawdę o sobie, powoli rozumiałam

dlaczego jestem taka, jaka jestem. Wiedza jaką

wówczas zdobywałam, dawała coraz większą

świadomość, że mogę, i w jaki sposób zmienić

w sobie to, co wmówiono mi, że jest niezmienne.

Usłyszałam wtedy, że rozwój duchowy to, jak

wołanie o pomoc. Różne drogi wybiera dusza,

aby umożliwić sobie swój rozwój, proces

samopoznania i samoświadomości, moja wybrała

chorobę. I choć na tamten czas, nie do końca

jeszcze rozumiałam, co miałyby te słowa

oznaczać, gdzieś w środku siebie czułam, że coś

w nich jest i uznałam je jako prawdę o sobie.

Potem powoli przekonując się o tym, że wszystkie

problemy mają źródło w ukrytych intencjach

i podświadomych przekonaniach, zapragnęłam

poznać głębiej mechanizmy i wzorce, wyobrażenia

i wierzenia, to wszystko co przyczyniło się

do wykreowania takiej właśnie rzeczywistości.

Ponieważ jestem samoukiem, odkąd tylko

pamiętam, byłam takim szperaczem, lubiącym

szukać, odkrywać i dociekać, dlatego też,

poszerzanie wiedzy na temat samouzdrawiania,

rozpoczęłam od czytania lektury w tej dziedzinie.

Wielkie wrażenie zrobiły na mnie książki twórców

takich jak Louise Hay, Colin Sisson, Colin Tipping,

Deepak Chopra i wielu innych trenerów rozwoju

duchowego. Dzięki treściom w nich zawartych,

które dosłownie chłonęłam, jak spiekana ziemia

wodę, zaczęłam odkrywać cząstka po cząstce

samą siebie. Wraz ze zgłębianiem mojej istoty,

tej prawdziwej, której kiedyś się wyparłam,

zabraniając sobie na jej poznanie, przyszedł czas,

kiedy przyzwoliłam na to, aby przyjąć do siebie

i zaakceptować nowe przekonania. Będąc już

całkowicie pewna, że to ja sama kreuję własną

rzeczywistość, i że jakość moich związków i życia

zależy wyłącznie ode mnie, utwierdzałam się

coraz bardziej i mocniej w poczuciu, że chcę wziąć

odpowiedzialność za siebie i świat, który wokół siebie

tworzę. Zobaczyłam wówczas, jak budziło się

we mnie coraz większe pragnienie uzdrawiania siebie

wraz z rzeczywistością, w której żyłam. Na ile tylko

mogłam korzystałam z indywidualnych sesji

oddechowych, sesji Regresingu, które najpierw

zadziwiając mnie swoją prostotą a zarazem

skutecznością, z czasem zaczęły wzbudzać coraz

większe zainteresowanie terapią reinkarnacyjną.

Wciąż kontynuując proces uzdrawiania siebie,

korzystając z zalet metody, jak również z technik

wspomagających w formie dekretów, afirmacji,

wizualizacji, medytacji i modlitwy, zobaczyłam,

że moje starania nie idą na marne, ale prowadzą

do coraz większej przemiany mojego życia na lepsze,

że zaczynają przynosić oczekiwane rezultaty.

I tak z biegiem czasu, będąc coraz bardziej

zainteresowana tematyką związaną z rozwojem

świadomości, zachęcana i wspierana w pracy

samouzdrowieńczej przez mojego terapeutę, wstąpiłam

do Rocznej Szkoły Regresingu®. Zdobywana wiedza,

a także praktyka, która bardzo łatwo i lekko mi

przychodziła (mając wrażenie, jakbym robiła to

od zawsze) którą wręcz  chłonęłam na zajęciach,

stawała się być coraz bardziej fascynującą, prawdziwą,

zgodną z tym co czułam i wiedziałam. Nieustanna

praca ze sobą przynosiły nie tylko uzdrowienie,

w formie fizycznej, ale również podniesienie własnej

wartości i samooceny. Powoli zapominając, jak to jest

być istotą zagubioną, żyjącą w ciągłym lęku i niepokoju,

podporządkowaną kaprysom innych ludzi, coraz

bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że chcę mieć

już zawsze realny wpływ na kreowaną przeze mnie

rzeczywistość, chcę niczym dziecko bawić się światem,

życiem i samą sobą. Dopiero wtedy, kiedy poznałam,

czego mi tak bardzo brakowało, za czym tak tęskniłam,

mając niby wszystko, a jednocześnie nie mając nic,

nie mogąc osiągnąć tego, co było dla mnie najważniejsze,

zrozumiałam dlaczego moje życie stawało się coraz

bardziej niemożliwe. Okazało się, że dopiero wtedy,

kiedy odważyłam się spojrzeć w głąb siebie, mogłam

odnaleźć miłość, za którą tak tęskniłam, a której

szukałam zawsze na zewnątrz. Dopiero wtedy, kiedy

wróciłam do siebie prawdziwej odzyskałam, to wszystko,

czego brak nieustannie odczuwałam, a czego niczym

innym zastąpić nie mogłam; wewnętrzną harmonię,

spokój i jedność, zwane Bogiem, Źródłem, Wszechświatem.

   Wtedy też poczułam, patrząc z perspektywy czasu,

że przez całe życie, ta ogromna siła czuwała nade mną,

i po to prowadziła mnie krętą, wyboistą drogą, abym

zechciała wkroczyć na drogę prostą i równą, prowadzącą

w kierunku zmiany i rozwoju świadomości.

Moje dotychczasowe życie musiało być takie, jakie było,

po to, abym mogła znaleźć się dziś w tym miejscu,

którego z wielką przyjemnością i radością doświadczam.

Uczestnicząc wciąż  w warsztatach i sesjach regresingu

zobaczyłam, że podoba mi się, i że dobrze się czuję

nie tylko w roli klienta/pacjenta, ale również i terapeuty.

   Z biegiem czasu pracując coraz więcej z innymi,

utwierdzałam się coraz bardziej w przekonaniu,

że jest to metoda praktyki właśnie dla mnie z racji

tego, gdyż jestem typem praktyka, a nie zwolenniczką

metod, które wiele obiecują, ale w rzeczywistości

niewiele dają. Zawsze interesowało mnie to co działa

naprawdę, to czego skutki są widoczne i odczuwalne.

A takim właśnie okazał się Regresing®.

Dlatego moje umiejętności pomagania innym bazują

głównie na pracy ze sobą i z klientami. To że mogłam

korzystać z metody, sprawdzając ją najpierw

na samej sobie, a dopiero potem stosować ją pracując

z klientami nad poprawą jakości ich życia, dało mi

wiarygodność, której nikt i nic nie jest w stanie

podważyć. W chwili uświadomienia sobie tego,

że skoro mogłam uzdrowić siebie, to mogę być

wiarygodnym wsparciem, i pomocą na drodze

samouzdrawiania dla innych. Poczułam, że dzięki

temu, mogę spełniać moje życiowe marzenie o pracy

takiej, która byłaby moją prawdziwą pasją.

    Będąc od zawsze osobą bardzo wrażliwą,

reagującą wszędzie tam, gdzie dzieje się krzywda

i cierpienie poczułam, że mogłabym wreszcie

wykorzystać moje wielkie pragnienie pomagania

i przynoszenia ulgi innym. Obecna świadomość tego,

że wiem jak to robić w zdrowy, dla siebie i dla innych,

a jednocześnie skuteczny sposób, że nie musi się to

już odbywać moim kosztem tak, jak bywało to

dawniej, utwierdzała mnie w przekonaniu, że chcę

to robić. W miarę poznawania różnych technik

oczyszczających umysł, doenergetyzowujących ciało,

podnoszących własne wibracje, rozszerzających

świadomość i poprawiających jakość życia,

uruchomiłam w sobie ogromną potrzebę dzielenia się

tym z innymi. Tak też, po ukończeniu Szkoły

Regresingu®, urzeczona prostotą i przekonana

w pełni co do skuteczności pracy tą metodą, moje

pragnienie praktykowania przybrało na sile.

Na skutek zmian, jakich dokonywałam w swoim

własnym życiu, rozwijając w sobie zdolności

pracy z energią, odzyskiwałam zablokowane we

wcześniejszych latach choroby umiejętności twórczego

myślenia i działania. Z czasem, moja wrodzona

zdolność słuchania i rozumienia drugiego człowieka

(co uważam za nieodzowne elementy w pracy

duchowej z innymi) oraz własny rozwój duchowy,

który zaowocował zdolnością intuicyjnego wyczuwania

przyczyn problemów oraz zdobywana coraz większa

wiedza i doświadczenie sprawiały, że moja praktyka

stawała się coraz bardziej skuteczna. Ugruntowując

coraz mocniej w sobie poczucie wewnętrznej mocy

i boskiego wsparcia, postanowiłam moje umiejętności

uhonorować weryfikacją u twórcy metody Leszka Żądło,

uzyskując licencję Regresera. Jak się okazało decyzja

ta, była najlepszą decyzją, jaką do tej pory podjęłam

w swoim życiu. Dlaczego? Ponieważ była ona

najbardziej świadomą i moją własną, wynikającą

z pragnienia duszy. Praktykując w tej dziedzinie

poczułam się niczym ryba w wodzie. Teraz wiem,

że nie chciałabym robić w życiu nic innego, wiem,

że odnalazłam swoją drogę, którą podążanie stało się

prawdziwą pasją i przyjemnością. Ponieważ na drodze

tej spotkałam siebie, a kiedy się siebie odnajdzie,

odnajdzie się wszystko i nic już nie ma więcej

do szukania. Pozostaje jedynie siebie coraz to bardziej

poznawać  i coraz to głębiej odkrywać. Z racji tego,

iż uwielbiam pracę z ludźmi oraz dzielenie się

i bogactwem doświadczeń i różnorodnością przeżyć,

mam poczucie ogromnej satysfakcji, realizacji siebie

i spełnienia, co utwierdza mnie w poczuciu,

że odnalazłam to czym od zawsze chciałam się

zajmować i nie zamieniłabym tego na nic innego.

Ciągły rozwój i doskonalenie siebie, a także praktyka

wspierająca tych, którzy chcą przekraczać własne

lęki i ograniczenia, którzy chcą cieszyć się życiem,

zdrowiem, pracą, rodziną i otaczającym ich światem,

daje mi nieopisaną radość. Tak bardzo cieszy mnie,

kiedy inni gotowi do pracy ze swoim wnętrzem,

mogą poprawiać jakość swego życia i korzystać z niego

w sposób miły i przyjemny, a ja mogę im w tym

pomóc uczestnicząc w procesie ich przemiany.

Mam świadomość tego, że choć moja droga do miejsca,

w którym dzisiaj  jestem nie była prosta i łatwa,

to jednak warto było ją przejść, po to by czerpać

mądrość z tego, czego doświadczałam.   

   Dziś wiem, że właśnie te najbardziej bolesne

przeżycia, były czymś ważnym i drogocennym,

bo dzięki nim mogłam poznać prawdziwy sens i cel

swojego życia. To dzięki własnym doświadczeniom,

które nauczyły mnie konieczności holistycznego

uzdrawiania, uzdrawiania na poziomie umysłu,

ciała i duszy, łatwiej było mi pracować z innymi.

Znając mechanizmy przejawiania się choroby,

wszelkich niedyspozycji oraz etapy zdrowienia, byłam

w stanie wspierać w procesie powrotu do zdrowia,

do pełni fizycznych i duchowych mocy. Dzięki własnym,

poważnym problemom życiowym, mogłam lepiej

zrozumieć zawieruchy i burze obecne w życiu osób

oczekujących ode mnie pomocy, których coraz więcej

gościłam u siebie na sesjach. I tak klientów i osób

zainteresowanych współpracą ze mną wciąż przybywało,

jak i pewności we mnie, że jestem we właściwym

miejscu i robię to co dla mnie właściwe. Moja praktyka

przynosiła wciąż nowe doświadczenia i obserwacje.

Wraz z jedną osobą – moją klientką, korzystającą

z sesji regresingu przyszło do mnie Radykalne Wybaczanie.

Była ona trenerką tej metody i zaraziła mnie nią

w dosłownym tego słowa znaczeniu. Odkąd usłyszałam

od niej o wielkich efektach i skutkach uzdrawiających

wybaczania, byłam niczym chora na potrzebę i chęć

poznania tajników tej techniki. Po przeczytaniu

wszystkich książek Colina Tippinga i kilku spotkaniach

z moją trenerką zapisałam się na Trenerskie Szkolenie

Radykalnego Wybaczania, które działo się przez

4 miesiące w Instytucie Radykalnego Wybaczania

w Warszawie. Po jego ukończeniu dołączyłam

do swojego praktykowania pomoc dla innych z użyciem

tej metody. Zaczęłam łączyć praktykę w sesjach

Regresingu z aspektem wybaczania. Efekty były coraz

to doskonalsze tak u moich klientów, jak i u mnie

samej w moim życiu, które poprzez wybaczanie te

radykalne stawało się coraz łatwiejsze i przyjemniejsze.

Kiedy moje relacje z innymi, z którymi do tej pory

nie były najlepsze zaczęły pięknie odżywać, kiedy

coraz mniej było ludzi, których się bałam, których

nie chciałam, którzy w jakiś sposób dokuczali i męczyli

byłam już całkowicie przekonana, że metoda działa.

I znów coraz pewniej czując się w niej i z nią zaczęłam

prowadzić zajęcia grupowe takie jak Grę Satori

i Ceremonię w Indiańskim Kręgu, które uwielbiam

do dziś. Później przyszły te poważniejsze czyli

warsztaty weekendowe dwudniowe, choć zawsze były

one i są dla małych grupek w kameralnym gronie.

Taką też pracę warsztatową preferuję do dziś.

Mój rozwój świadomości i coraz bardziej życie

świadome przyciągnęło do mnie kolejną metodę,

z której z wielkimi sukcesami znów najpierw u siebie,

potem u innych korzystam do dziś. Wiedza i praktyka

płynąca z techniki pracy ThetaHealing porwała mnie

tak, iż w ciągu niespełna roku ukończyłam 7 jej

kursów zakończonych certyfikatami samej autorki

metody Viany Stibal. Na bazie tych 3 metod,

z których pobrałam to co dla mnie najlepsze, ze mną

rezonujące pracując cały czas ze sobą, z bliskimi

i klientami uaktywniłam w sobie zdolności intuicyjne,

natychmiastowego łączenia się ze Stwórcą,

obudziłam zdolności jasnosłyszenia i jasnowiedzenia

tak, iż obecnie w swojej pracy bez ścisłych szablonów

i schematów docieram do źródła choroby, konfliktu,

problemu, jakich doświadcza osoba poddająca się

moim sesjom i zabiegom.

   Dziś jestem wdzięczna sobie i innym za trudną

przeszłość, ponieważ dzięki niej właśnie, mogę żyć

dniem dzisiejszym,a tylko poprawiając jakość

teraźniejszości, jestem w stanie kreować sobie

wspaniałą przyszłość, wiedząc już, że dzisiejsze

myśli kształtują jutrzejsze doświadczenia.

To właśnie uciążliwe, czasem zdające się nie

do przeżycia ,,kiedyś”  sprawiło, że obecne moje

wędrowanie jest już świadomą podróżą w głąb

siebie, podróżą, w której odkrywam coraz to

nowe zakątki siebie samej i drzemiące w nich

możliwości. Jest podróżą, w czasie której, będę

docierać do wielu jeszcze talentów i zdolności,

do jakich dziś jeszcze nie jestem w stanie dotrzeć,

ale właśnie na tym polega rozwój świadomości,

rozwój mojej i każdego z nas duszy.

    Podczas mojej wędrówki każdy dzień przynosi

nowe odkrycia, inspiracje i cudowne niespodzianki.

Żyjąc pełniej, radośniej, idąc z dziecięcą ciekawością

przez ten świat, doświadczam możliwości korzystania

ze swojej pierwotnej natury, by jako ukochane

dziecko Wszechświata, otwierać się i czerpać do

woli z wszystkich Jego Darów i Błogosławieństw.

   I właśnie takiego świadomego doświadczania

życia, świata, innych ludzi i samego siebie, życzę

każdej istocie żyjącej zarówno tu na naszej

planecie jak i w każdej innej czasoprzestrzeni.

 

Moją przewodnią afirmacją,

którą zaczynam każdy dzień jest:

,,Witam Cię świecie i otwieram się na wszelkie dobra,

jakie chcesz mi dziś zaoferować, czując wdzięczność

za wszystkie, które otrzymałam wczoraj’’.

 

Wyrażam ogromną wdzięczność moim nauczycielom,

za przekazaną mi wiedzę i chęć podzielenia się

swoim własnym doświadczeniem.

Z wielkim uznaniem i uszanowaniem wyrażam się

o wszystkich trenerach rozwoju duchowego,

autorach książek od, których czerpałam wiedzę,

inspirację i zapał do pracy.

Z miłością w sercu wspominam wszystkich, których

do tej pory spotkałam na mojej drodze, wszystkich

dzięki, którym mogę być dziś tu, gdzie jestem.

Dziękuję już teraz tym wszystkim, których jeszcze

spotkam na wspólnym szlaku codziennego,

siebie odkrywania.

Ponieważ uczę się … ciągle się uczę …

wciąż podobnie jak każdy z nas doświadczam …

stale się zmieniam i udoskonalam …

Moja opowieść trwa i trwa … ona nie ma końca …

Wszak:

         Jedyną niezmienną rzeczą

        we Wszechświecie

          jest ciągła  zmiana

 

 

 

 

Close Menu